• Powszechna Encyklopedia Filozofii
  • Lubelska Szkoła Filozoficzna
  • Katedra Metafizyki KUL
  • Encyklopedia Filozofii Polskiej
  • Strona O. Krąpca

Na skróty:


Wprowadzenie

Poszukiwanie mądrości życiowej zawsze było czymś trudnym i rzadkim, gdyż człowiek z powodu swej złożoności i bogactwa narażony jest na rozproszenie; codzienne problemy mogą go pochłonąć tak bardzo, że zapomni o tym, co istotne, o tym, do czego został stworzony, że zagubi głęboki sens swego ludzkiego życia.

W naszych czasach poszukiwanie mądrości stało się szczególnie trudne, gdyż środowisko kulturowe, w jakim żyje współczesny człowiek, nie sprzyja poszukiwaniu mądrości, uważając ją za coś bezużytecznego, za rodzaj nostalgii, która utraciła swój sens i stała się czymś przestarzałym. Środowisko kulturowe dzisiejszego człowieka jest w zasadzie całkowicie ukierunkowane na rozwój naukowy oraz techniczny. Zwraca się uwagę przede wszystkim na skuteczność (wydajność), istnieje więc niebezpieczeństwo, że zapomni się o człowieku i jego głębokim przeznaczeniu. Niewątpliwie rozwój nauki i techniki otwiera przed człowiekiem nowe, często zadziwiające możliwości zwiększenia jego zdolności przekształcania i wykorzystania materii, panowania nad światem fizycznym i biologicznym. Ale czy tak szybki i cudowny rozwój nie staje się często w ludzkim życiu rodzajem przerostu, który zakłóca równowagę i niszczy głęboką harmonię w człowieku? Aby rozwój ten mógł być w pełni przyjęty, Ťuczłowieczonyť, wymagałby od człowieka (używając wyrażenia Bergsona) Ťdodatkowej duszyť, nowej zdolności kochania, myślenia, kontemplowania. Dopiero wtedy mógłby on naprawdę służyć osobie ludzkiej, a nie podporządkowywać ją sobie i Ťmaterializowaćť, co niestety zbyt często nam grozi. Trzeba przyznać, że gdy rozwój ten staje się głównym oraz dominującym (żeby nie rzec wyłącznym) zajęciem człowieka, narzuca się jako jedynie ważny i człowiek staje się jego niewolnikiem. Czy gdy taki rozwój zajmuje najistotniejsze miejsce w życiu człowieka, nie prowadzi to nieuchronnie do pewnego sceptycyzmu wobec filozofii, a szczególnie wobec filozofii pierwszej (filozofii bytu, czyli metafizyki)? Rzeczywiście, dzięki temu rozwojowi Ťzewnętrzny obrazť naszego świata zmienia się tak szybko, że istnieje pokusa powrotu do słynnego stwierdzenia Heraklita: wszystko się zmienia, wszystko jest względne.

W klimacie nieustannych i tak namacalnych zmian bardzo trudno jest odkryć w człowieku coś innego niż tylko to, co tym zmianom podlega, co jest względne. Trudno jest dostrzec, że ludzki intelekt w swojej głębi jest stworzony po to, by wyjść poza poznanie naukowe i techniczne, po to, by odkryć prawdę o innym charakterze. Jednym słowem, trudno jest dostrzec, iż intelekt ludzki w tym, co jest mu najbardziej właściwe, jest zdolny dosięgnąć tego-co-jest, istniejącej rzeczywistości w całej jej głębi, i że dzięki temu może w sposób bardziej radykalny i ostateczny odkryć, czym jest człowiek: czym jest jako duch złączony z ciałem, ze światem poznawalnym zmysłami, jednak jako ktoś, kto jest zdolny ten świat transcendować, ponieważ posiada osobiste, sobie właściwe przeznaczenie.

Co więcej, ideologia postępu, dialektyka heglowska, materialistyczna dialektyka marksizmu czy freudowska metoda psychoanalizy oddziałują na zmysłowość i na cały obszar wyobraźni współczesnego człowieka w sposób tak bezpośredni i silny, że często poszukiwanie prawdziwej mądrości wydaje się czymś zbędnym, a nawet niemożliwym, skazanym na porażkę w samym punkcie wyjścia.

Powszechnie oczywisty jest fakt, że dziś wszystko jest podważane, podawane w wątpliwość, i to na wszystkich poziomach. Można więc postawić sobie pytanie: czy jesteśmy świadkami końca jakiegoś świata i narodzin nowego? Czy może jesteśmy świadkami ostatecznego końca naszego świata? Tego nie wiemy, ale wydaje się pewne i wielu jest o tym przekonanych, że najróżniejsze przemiany, które dziś zauważamy - przemiany ekonomiczne związane z przemianami technicznymi, które z kolei mają swoje źródło w przyśpieszonym rozwoju nauki - w sposób nieunikniony powinny doprowadzić do przemiany środowiska społecznego, w którym żyje i rozwija się człowiek. W tym klimacie wielu, uważając się za proroków, twierdzi, że jesteśmy świadkami narodzin człowieka nowego typu, że stoimy wobec nowego sposobu myślenia i życia. Krótko mówiąc, w imię tych przeróżnych przemian kondycji ludzkiej (przemian, które się nasilają i zachodzą z tak wielkim przyśpieszeniem) głosi się, że człowiek nie jest już dziś taką samą istotą jak w średniowieczu, w czasach Chrystusa, w czasach Arystotelesa czy Sokratesa. Twierdzi się, że Ťczłowiek nowoczesnyť winien być rozumiany dla niego samego w jego Ťnowoczesnościť. Oznacza to często, że patrzy się na niego wyłącznie przez pryzmat jego uwarunkowań, na wszystkich poziomach, tzn. na wszystkich poziomach jego stawania się. Patrzy się na niego jedynie poprzez to stawanie się. W takiej perspektywie wypracowuje się antropologię psycho-socjologiczną, która uważa się za wyczerpującą i filozoficzną; człowiek, w rzeczywistości, którą stanowi, postrzegany jest wyłącznie w aspekcie psychologicznym i socjologicznym. W ten sposób w imię owej psycho-socjologicznej antropologii dostrzegającej w człowieku tylko jego sytuację egzystencjalną i jego zachowanie, odrzuca się filozofię realistyczną, a przede wszystkim uznaje się za przedawnioną metafizykę tego-co-jest rozpatrywanego z punktu widzenia bytu. Zapomina się, że filozofia tego-co-jest pozwala odkrywać w człowieku jego złożoność, różne poziomy życia, jego prawdziwą osobę, substancjalną autonomię jego bytu, ukierunkowanie na dobro osobowe oraz jego wymiar duchowy; wymiar, który pozostaje zakryty tak długo, jak długo rozpatruje się człowieka tylko w jego uwarunkowaniu i psycho-socjologicznym zachowaniu.

Czyż nie powinniśmy odróżniać tego, co jest wynikiem przemian ekonomicznych, politycznych, naukowych, technicznych (przemian, które są faktem i muszą być uznane, a które same w sobie nie są ani dobre, ani złe) od różnych ideologii, które zrodziły się co prawda w tym klimacie, lecz są czymś od niego różnym, bo zakładają określoną koncepcję człowieka, jego osoby i jego przeznaczenia?

Czyż nie stoimy dziś bardzo często wobec strasznego zjawiska mylenia oczywistego faktu przemian ekonomicznych, technicznych i naukowych rodziny ludzkiej z sądem wartościującym, odnoszącym się do samego człowieka i jego przeznaczenia, sądem zakładającym pewną, mniej lub bardziej wyraźną, wizję filozoficzną? Od przemian ekonomicznych, naukowych i społecznych przechodzi się do przemiany całego człowieka w tym, co w nim najgłębsze; w ten sposób dochodzi się do tego, że człowiek staje się robotem, trybem w machinie postępu ekonomicznego, w jakiejś transformacji kosmicznej...

Oczywiście, to pomieszanie pojęć nie nastąpiło nagle. Czyż nie jest to owoc wszystkich filozofii idealistycznych, wszystkich ideologii wywodzących się z filozofii heglowskiej?

Jeżeli dziś nie bez racji niepokoimy się zanieczyszczeniem powietrza, morza, a wkrótce także i ziemi, jeżeli zdajemy sobie sprawę z wagi tego problemu (bo tak naprawdę od tego zależy biologiczne przetrwanie rodzaju ludzkiego), powinniśmy również, przy odrobinie jasności umysłu, znacznie bardziej niepokoić się zanieczyszczeniem środowiska kulturowego, w którym młodzi ludzie będą rozwijać swojego ducha i serce. Skoro zanieczyszczenie środowiska biologicznego może sprzyjać rozwojowi różnego typu chorób nowotworowych, to zanieczyszczenie środowiska kulturowego będzie sprzyjać rozwojowi różnego typu fałszywych ideologii - zła jeszcze groźniejszego, gdyż dotyczącego rozwoju intelektu i serca człowieka.

Wobec tego zagrożenia nie można pozostać obojętnym, nie można pozostać neutralnym, bo w tym wypadku neutralność jest już pewnego rodzaju ustępstwem. Czyż nasz intelekt nie jest po to, by odkrywać prawdę? Czy nasze serce nie jest przede wszystkim po to, by kochać inną osobę ludzką, kochać ją jako przyjaciela? Jeśli rezygnujemy z walki o zdobywanie prawdy, uważając, że osiągnięcie jej jest niemożliwe, jeśli rezygnujemy z prawdziwej miłości przyjaźni między ludźmi, uważając, że miłość taka jest niemożliwa, czyż nie będziemy mieli wówczas do czynienia z poważnym sceptycyzm i pełną lęku rozpaczą?

Normalny człowiek stojąc wobec grożącego niebezpieczeństwa, próbuje zebrać siły do walki, aby ocalić siebie i tych, którzy są mu bliscy. Nie mamy prawa poddawać się bez walki angażującej wszystkie siły dla ocalenia naszego ducha, naszej zdolności dosięgnięcia prawdy i miłości, a także dla ocalenia ducha, intelektu i serca tych, którzy idą za nami, naszych Ťmłodszych braciť w człowieczeństwie.

Musimy zresztą przyznać, że znajdujemy się w sytuacji szczególnie korzystnej, by móc na nowo podjąć poszukiwanie prawdy. Zeszliśmy bowiem bardzo nisko, a skoro jesteśmy jakby Ťna dnieť, nie możemy już zejść dużo niżej! Gdy pomyślimy o tych wszystkich ideologiach, które zrodziły się w ciągu ostatnich stu lat i gdy przyjrzymy się ostatniej z nich, filozofii analitycznej, jesteśmy zmuszeni uznać, że metafizyka została tam sprowadzona do niebytu, i to do tego stopnia, że nie tylko odrzuca się istnienie Boga, ale że nie uznaje się zupełnie tego, czym jest człowiek w głębi swojego bytu, czym jest jako osoba. Nie można się już chyba dalej posunąć w odrzuceniu głębokiego znaczenia filozofii. Czyż filozofia nie służyła zawsze człowiekowi w odkrywaniu jego prawdziwego celu? W filozofii analitycznej natomiast, w której człowiek znika z pola widzenia, nie rozpatruje się już dzieł człowieka jako skutków jego działania. Rozpatruje się je same w sobie, jako fakty, jako dane, których poprzedniki i następniki ujmujemy.

Przytoczmy tu Hölderlina, którego lubił cytować Heidegger: ŤLecz gdzie jest niebezpieczeństwo, rośnie także ratunekť. Czyż chwila, w której dotykamy największej degradacji, nie jest bliska chwili nowego wzlotu? Czyż każde zmartwychwstanie nie wymaga najpierw śmierci? W każdym razie, aby umarły zmartwychwstał, trzeba nowego ducha, który weń tchnie nowe życie. Czyż nie jesteśmy zobowiązani do uczynienia wszystkiego, by przywrócić tego nowego ducha, by przywrócić ludzkiemu intelektowi jego prawdziwe życie, odnowić to, co w nim najgłębsze, najbardziej radykalne - rzekłbym nawet - odnowić go w jego pierwszym tchnieniu?

Spotka mnie zarzut, wiem o tym, że wracanie do metafizyki jest powrotem do przeszłości, jest trwaniem w immobilizmie, izolowaniem się od współczesnego świata, umiejscowieniem siebie poza ewolucją, gdyż metafizyka natychmiast stawia nas ponad tym, co wymierne i co da się bezpośrednio stwierdzić... Ale gdy rozumie się, czym jest filozofia realistyczna i jej szczyt, metafizyka tego-co-jest, wówczas zarzuty te upadają, ponieważ, jak to zobaczymy później, punktem wyjścia filozofii realistycznej jest nasze doświadczenie aktualnego, realnie istniejącego świata, doświadczenie człowieka, takim, jakim on jest, we wszystkich swoich wymiarach. Prawdziwa filozofia i prawdziwa metafizyka nie pozostają w dziedzinie idei, w dziedzinie niezmiennych zasad; usiłują one poznać rzeczywistość, istniejącego człowieka, takiego, jakim jest w całej swojej złożoności istoty żywej oraz w swojej jedności bytu i ducha.

Jest rzeczą oczywistą, że filozofia nie może się zadowolić opisem tego, co widzimy, co możemy stwierdzić, nie może zadowolić się pomiarem dającej się zaobserwować rzeczywistości. Filozofia stara się - i to jest właściwe jej zadanie - analizować doświadczaną rzeczywistość, ujmując ją we wszystkich wymiarach, szczególnie zaś człowieka, który nie może być Ťbytem jednowymiarowymť. Oto, co chciałbym pokazać, niezależnie od wspomnianych wyżej zarzutów, które mają swe źródło w ideologiach, a które nie chcąc odróżnić idei od rzeczywistości, nie mogą już uchwycić tego, co rzeczywiste, istniejącego człowieka, takiego, jakim jest: relatywizują go w zależności od jakiegoś a priori.





« powrót

Copyright © 2016 ptta.pl :: Wykonanie: Tomasz Żmuda