• Powszechna Encyklopedia Filozofii
  • Lubelska Szkoła Filozoficzna
  • Katedra Metafizyki KUL
  • Encyklopedia Filozofii Polskiej
  • Strona O. Krąpca

Na skróty:


Formularz kontaktowy

Twój adres email:

Treść:



Mieczysław A. Krąpiec

Osoba i naród wobec globalizmu

Świat i cała rzeczywistość nie jest chaosem, jaki usiłowały nam przedstawić rozmaite mitologie. Chaos bowiem zawsze się jawił jako "bezmyślny" sposób bytowania najróżnorodniejszych składników. Mnogość bytowa nie tworzy chaosu wszechmieszaniny, lecz jest tkanką rzeczywiście istniejących bytów. Na szczęście nigdy chaosu - nie przenikniętego myślą - nie było, albowiem - jak mówi Prolog Ewangelii św. Jana: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo". Jest dostrzegany przez człowieka rozumny porządek rzeczy. Ten właśnie porządek - uporządkowanie - podporządkowanie zadziwia każdego (kto się przypatrzy rzeczywistości) i wyzwala racjonalność ludzkiego poznania. Dlatego też człowiek widząc porządek rzeczy coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że jest uzasadnienie czyli racja bytowa takiego właśnie stanu rzeczy, który uderza naszą myśl dostrzegalnymi systemami relacji bytowych, których odczytanie powoduje rozumienie rzeczywistości realnie istniejącej.

Cała bowiem rzeczywistość ukazuje się jako zhierarchizowany system bytów. W rozumiejącym jej widzeniu można dostrzec, że z konieczności istnieje Rzeczywistość Źródła bytowego, a więc jest Bóg, który istnieje, bo jest samym Czystym Istnieniem; bo istnieje Sam przez Siebie, przez nikogo nie uwarunkowany. I tylko On, tak rozumiany i odkrywany na tle istniejących bytów (ale istniejących w sposób uwarunkowany czymś drugim) jest Rzeczywistością Pierwszą, źródłem wszystkiego co istnienie posiada i dzięki temu jest rzeczywiste. Ten jedyny i niepowtarzalny, absolutny sposób bytowania warunkuje istnienie pochodne wszystkiego co ma istnienie, czyli jest bytem.

A "bytować" można różnorako rozumieć, jak na to zwrócił uwagę w IV księdze Metafizyki Arystoteles. Zawsze jednak bytowanie domaga się podmiotu bytowania, czyli takiego sposobu bytowania, które może przyjąć istnienie, czyli to istnienie upodmiotowić, konstytuując rzeczywistość "w sobie" istniejącą, a nie "w czymś drugim", gdyż wpierw jest konieczne istnieć w sobie, czyli, czyli ukonstytuować podmiot realny bytowania. I właśnie sposób bytowania w sobie jako w podmiocie został nazwany z łacińska substancjalnym sposobem bytowania. Oczywiście, porządek substancjalny bytowania jest niemal nieskończenie zróżnicowany i bogaty i zhierarchizowany. Jedno jest mu wspólne, że przyjmuje istnienie (jest bytem) w sobie jako we własnym podmiocie istnienia, które jest - jako pochodne - zawsze istnieniem i bytowaniem przygodnym, zależnym od Boga jako Źródła istnienia; nadto zależnym od całego bytowego kontekstu.

Rzeczywistość realnie istniejąca ukazuje się jako bardzo bogata w trzecim wielkim sposobie bytowania, zapodmiotowanego w substancji jako podmiocie samodzielnie istniejącym. Czymś bowiem rzeczywistym jest wielkość substancji, jej różnorodne jakości, jej uwarunkowanie czasem i miejscem, jej położenie czyli te wszystkie właściwości, które dobrze i w uzasadniony sposób sklasyfikował Arystoteles. Właściwości bytu substancjalnego zwane z łacińska "przypadłościami" (accidens) istnieją realnie tylko w podmiocie samodzielnie (ostatecznie) istniejącym czyli w bycie substancjalnym. Rola tych przypadłości jest niezwykle doniosła w konstytuowaniu samej rzeczywistości, jej bogactwie, jej powstawaniu i rozpadaniu oraz w procesie jej ludzkiego poznawania. Byt istniejący nie "sam w sobie" lecz w substancjalnym podmiocie jest czymś rzeczywistym i w określonym stopniu nawet wpływającym decydująco na rzeczywistość bytową samego podmiotu substancji.

Rzeczywistość, w swej najsłabszej formie istnienia, jawi się jako relacja, która do swego rzeczywistego zaistnienia wymaga zapodmiotowania w korelatach. Relacje bowiem istnieją realnie między jakimiś bytami lub częściami bytu. Niemniej są one czymś realnym, niekiedy w sposób konieczny determinujący sam byt. Relacje bowiem np. rodzicielstwa wpływają w sposób koniecznościowy na bytowanie tak rodziców, jak i dziecka, którego zaistnienie (bytowanie) bez tej relacji jest nierealne. A relacji determinujących odpowiednio istnienie bytu jest niemal "nieskończenie" (nieprzeliczalnie) wiele, tak, że nigdy nie jawi się byt przygodny nieuwikłany w sieć relacji realnych, wpływających na sposób bytowania. A zależy to także od samego charakteru relacji, albowiem są to albo relacje konieczne konstytuujące samą rzecz (w jakimś aspekcie), albo też relacje, które "dochodzą" do bytu już ukonstytuowanego. I tak w bycie relacje zachodzą pomiędzy jego częściami np. nogami a resztą organizmu, pomiędzy komórkami i całością, pomiędzy duszą a ciałem i one stanowią system relacji koniecznych, bez których dany byt nie może istnieć. Ale są też relacje, które dany byt np. my sami nabywamy i tracimy w trakcie naszego bytowania. I nie są to relacje konieczne, chociaż są one niewątpliwie realnym, aczkolwiek "najsłabszym" sposobem bytowania. Relacje sąsiedztwa, relacje odległości przestrzennych, czasowych pomiędzy jakimiś bytami są utracalne, co nie znaczy, że nie są one realne. W przewodach sądowych wystarczy bowiem wskazać, że oskarżony o jakieś przestępstwo w danym czasie posiadał inne relacje przestrzenne, bo przebywał gdzie indziej, aby jakiś zarzut (zabójstwa, rabunku, kradzieży) uczynić bezprzedmiotowym.

Poznawanie systemu relacji może się dokonać jedynie na drodze intelektualnej a nie zmysłowej percepcji. W relacji bowiem wymagane jest zarazem poznanie podmiotu relacji, jej przedmiotu (czyli poznanie korelatów) oraz poznanie racji, dla których ta relacja zaistniała. Równoczesne ujęcie wszystkich tych członów relacji dokonuje się tylko w rozumowym wysiłku poznawczym. I właśnie fakt, że poznanie relacji może się dokonać jedynie przez rozum, a nie zmysły, stał się swoistym powodem, dla którego powstały teorie negujące realność samych relacji. Skoro relacje są nam dane tylko w naszym poznawczym rozumieniu, to są one tylko czymś myślnym - stwierdził W. Ockham. Jednak takie postawienie sprawy burzy istotne podstawy realizmu rozumowo-poznawczego. W taki bowiem stanie rzeczy, realnym było jedynie to, co jest przedmiotem zmysłowej, mierzalnej percepcji. Tymczasem relacje dane jak np. układ rzeczy są jedynie czytelne dla intelektu, do tego stopnia, że właśnie rozumienie relacji świadczy o używaniu rozumu.

Człowiek jako ludzka osoba jest wielostronnie uwikłana w relacje, a nadto sam zdaje sobie sprawę z tego, że jest podmiotem tych relacji. Ma bowiem świadomość siebie jako podmiotu działania oraz doznawania i wie jakie są więzi jego ze społeczeństwem. Wiedząc o tym, że bez społeczności ani nie mógłby się urodzić, gdyż tu konieczni są rodzice, ani też nie mógłby zdobyć wykształcenia, nie mógłby normalnie przeżyć, albowiem ciągle potrzebuje człowieka drugiego i zespołu ludzi, przez to samo doświadcza relacji, które go wiążą ze społecznością. A pierwszą podstawą konieczności nawiązania relacji społecznych jest przygodność i potencjalność człowieczeństwa. Będąc bytem przygodnym nie posiada sam ze siebie i przez siebie tego dobra, które jest konieczne dla życia. Stąd z konieczności jest nakierowany ku dobru, które ma upełnić jego człowieczeństwo. Jest to istotne, koniecznościowe przyporządkowanie ludzkiej osoby do samospełnienia się. Przyporządkowanie to - jako konieczność natury - spełnia się poprzez konkretne nawiązanie relacji z bytami w różnych ludzkich czynnościach. Istnieje więc w człowieku jako bycie osobowym szereg warstw relacji poprzez które aktualizuje się życie osobowe człowieka.

W tradycji kulturowo-społecznej posiadamy osobowe (inter-osobowe) relacje rodzinne, rodowe, plemienne, narodowe, państwowe, ogólnoludzkie. Są też więzi relacyjne, jakby uboczne, do których można zaliczyć relacje tworzące administrację (gmina, powiat, województwo), relacje tworzące system gospodarczy w postaci relacji międzyludzkich związanych z systemem bankowym, czy szerzej gospodarczym w postaci gospodarki rolnej, przemysłowej, handlowej itd. Tak więc człowiek jako byt społeczny jest niewątpliwie opleciony różnorodnymi relacjami realnymi, które w realny sposób modyfikują podmioty poszczególnych relacji.

System relacyjny, doskonalący człowieka, nie jest jakimś chaosem rozrywającym ludzkiego ducha, lecz swoistym porządkiem i ładem, albowiem doskonalą nas najpierw relacje konieczne, głębsze związane z samym faktem istnienia bytu. Każdy z nas jako byt przygodny nie dający sam sobie istnienia, doświadcza kruchości tego istnienia, które musi być związane ostatecznie z bytem, który jest Istnieniem - Bogiem. I z Nim łączą nas najgłębsze relacje pochodności bytowej jako ze źródłem istnienia. Nadto nasze różnorakie działanie jako umotywowane dobrem konkretnym przyporządkowuje nas ku Dobru Samemu przez się, Bogu, który udzielając nam istnienia, nie może nas zostawić bez celu, którym jest On Sam. Wreszcie Bóg jako źródło i cel istnienia jest zarazem Wzorem, Rozumem wyrażającym się i odbijającym w swym stworzeniu - pochodnym od Niego całkowicie. Rozumność (inteligibilność) bytu jest rodzicielem rozumności i racjonalności naszego poznania. Nasza zatem więź z Bogiem ujawnia się w potrójnym systemie relacyjnym: bytowej pochodności, wzorczości rozumnej i niechybnej celowości. Każdy z bytów przygodnych, tym bardziej człowiek jako byt osobowy rozumny i wolny, w sposób swoisty i niepowtarzalny wyraża konkretnie, na miarę swego bytowania, ów najgłębszy, realny system relacji zaistniały pomiędzy bytem przygodnym a Bytem-Absolutem koniecznym. Relacje te są nieutracalne, albowiem one konstytuują bytowanie realne bytów przygodnych.

Drugi system relacji, jawiący się w bytowaniu osób ludzkich, to relacje rodzicielsko-rodzinne. Człowiek bowiem rodzi się ze swych rodziców. Rodzice są konieczną, chociaż nie wystarczającą, racją bytowania swego dziecka. To dziecko poprzez stworzoną bezpośrednio przez Boga swą duszę, organizuje sobie ciało, wedle otrzymanego od ojca i matki kodu genetycznego. Łono matki jest pierwszym łonem, w którym żyjemy, z jej organizmu pobierając wszystkie nieodzowne czynniki życia biologicznego. Później, po urodzeniu się, łono ziemi pozwoli nam rozwinąć naszego ducha, by ostatecznie w łonie samego Boga spełnić ostatecznie i doskonale życie osobowe poprzez jawne i oczywiste relacje z Osobami Jedynego Boga. Relacje rodzicielsko-rodzinne są najwznioślejszymi realnymi relacjami, które pozwalają człowiekowi zaistnieć i rozwinąć się w porządku osobowym. Stąd też rodzina jest powszechnie uznaną kolebą życia ludzkiego. Relacje rodzinne w sposób niezwykle bogaty i różnorodny upełniają różne strony osobowego życia człowieka.

Przestrzeń relacji rodzinnych poszerza się na coraz odleglejsze relacje rodowe i plemienne, tworząc więź pochodzenia i wzajemnych zależności, związanych z tradycją życia osobowego.

Zwieńczeniem systemu relacji rodzinno-rodowych jest system relacji tworzących naród. Nie zawsze relacje rodowe dochodzą do godności osobowych relacji tworzących naród, gdzie poznawcza świadomość wraz z samoświadomością osobową oraz wolność wraz z odpowiedzialnością w pobieraniu decyzji nie jest arbitralnie ograniczona przez systemy sprawowania władzy. Dlatego szereg plemiennych organizacji przechodziło w organizację państwa, nie generując wspólnoty społecznej narodu. Łatwiej jest bowiem stworzyć system państwowy aniżeli wytworzyć wspólnotę narodu. I zazwyczaj zdarzało się tak w dziejach społeczeństw, że najpierw powstawały organizmy państwowe np. plemion germańskich, zanim wykształcił się naród niemiecki. Powstanie narodu jest uciążliwe i skomplikowane, albowiem to wspólne przeżywanie specyfiki kultury stanowi istotny czynnik życia narodowego. Relacje więc tworzące naród są między-osobowymi relacjami ludzi uznającymi za własny kulturowy dorobek pokoleń.

Występuje szereg ważnych czynników warunkujących wspólnotę narodową. Należy to i wspólne terytorium, zwane ziemią ojczystą, zamieszkałą przez społeczność tworzącą naród; także i wspólny język, którym się nie tylko komunikują, ale w którym jest też zawarta treść życia danego narodu, czyli świadectwa kultury pokoleń. W dużej mierze świadomość narodową warunkuje także jedność plemienna wraz z tradycją wspólnego pochodzenia. Oczywiście czynniki te nie tworzą jeszcze narodu, albowiem może się zmieniać terytorium zamieszkania (zwłaszcza wśród emigrantów), i nie jest zawsze konieczny ten sam język, jak np. w narodzie szwajcarskim czy irlandzkim; może też naród powiększać się liczebnie lub zmniejszać poprzez obcoplemienne przeszczepy. Nie można jednak wykluczyć ze świadomości narodowej ojczyźnianego terytorium, językowej wspólnoty i plemiennej wspólnoty.

Tym jednak co istotnie tworzy naród, to kulturowa wspólnota, czyli wszystkie wątki kultury wspólnie przeżywanej przez osoby tworzące naród. Wątki te tradycyjnie jawią się w porządku poznawczo-naukowym, w porządku moralności i obyczaju moralnego, w różnych dziedzinach sztuki rozumianej jako osobowa twórczość i wreszcie w religii przeżywanej wspólnie przez dany naród. Rzecz jasna, że nie można pojmować jednoznacznie przeżywania poszczególnych wątków -nurtów kulturowych, albowiem jednoznaczność występuje jedynie w abstrakcyjnym (głównie matematyzującym) poznaniu. W rzeczywiście mamy do czynienia ze wspólnością analogiczną przeżywania kultury, gdyż każda osoba jest niepowtarzalnym bytem. Każda więc z osób tworzących wspólnotę narodową przeżywa swoiście i naukę i moralność i sztukę i religię. Ale w obrębie analogii jest jedność kulturowych przeżyć tworzących naród. Poszczególne bowiem osoby poznając dzieje wspólnoty narodowej uznają ją jako swoją; po prostu psychicznie utożsamiają się z tym co było wielkie, szlachetne a odrzucają to, co złe i nikczemne. Utożsamienie się z faktami kultury w dziejach danej wspólnoty stanowi podstawę dla międzyosobowych relacji - "my" - tworzących naród. To "my" zwyciężaliśmy w wojnach; to "my" ponosiliśmy klęski; to "my" tworzyliśmy takie a takie fakty w dziedzinie nauki; to "my" posiadamy taki właśnie etos życia moralnego; to "my" także przyczynialiśmy się do wzrostu sztuki przez takie a takie dzieła sztuki; to "my" wreszcie tak pojmujemy i praktykujemy religię. Wspólność analogiczna kulturowych przeżyć jest racją relacji między "nami" tworzącymi dzięki temu jeden naród. Będąc podmiotem tych rozlicznych relacji tworzących naród na tle wspólnego (analogicznie) przeżywania całokształtu kultury, każdy z nas jest "u siebie"; jest "w ojczystym domu"; jest "w kulturowej kolebie", która go chroni przed niepotrzebnymi intelektualnymi, moralnymi, twórczymi i religijnymi zawirowaniami, które mogą zdeterioryzować nasze psychiczne życie lub nawet je zaprzepaścić. Z drugiej zaś strony wspólne przeżywanie kultury tworzonej przez pokolenia tego narodu ułatwiają każdemu z nas wewnętrzny kulturowy rozwój, albowiem każdy z nas pracuje "na swoim", gdyż utożsamiliśmy się z tym, co uczyniliśmy i czynimy nadal w dziedzinie kultury, czyli całokształtu osobowego działania.

Relacje tworzące naród w zespole - wspólnocie osób stanowią naturalne rozwinięcie i jakby "przedłużenie" tych relacji, które tworzą rodzinę, gdyż są w służbie życia tak biologicznego (przez obronę przed wrogiem) jak i życia kulturowego, a więc naszego sposobu poznania, sposobu postępowania, twórczego działania i kultowego przeżywania religii. Takie przeżywanie wytwarza rozliczne relacje międzyosobowe, akceptowane przez poszczególne osoby danego narodu, co pozwala "czuć się sobą" jako Polacy, jako Niemcy, jako Hiszpanie itd.

Powstała wspólnota narodowa ma niezaprzeczalne prawo do suwerennego organizowania się w państwo, biorące w swą opiekę nie tylko wszystkie dziedziny kultury narodowej, ale także organizujące - poprzez system prawny - życie gospodarcze, administracyjne, międzynarodowe. Rzecz jasna, może tak być i bywa, że wpierw niż naród organizuje się państwo, jedno lub wieloplemienne. A w łonie organizmu państwowego może się niekiedy ukształtować naród lub narody. Ideałem stosunków międzynarodowych było i nadal pozostaje, by poszczególne świadome siebie narody organizowały sobie swój własny system państwowy, zgodny z rodzimą kulturą, gdyż suwerenność narodu najpełniej wyraża się w suwerenności państwa, które, jedyne, może bezkolizyjnie uzgodnić relacje i interesy kulturowe z relacjami gospodarczymi, służącymi rozwojowi osobowemu człowieka.

Naturalny rozwój człowieka jako bytu osobowego dokonuje się więc poprzez system relacji międzyosobowych związanych z powstawaniem, urodzeniem się i dojrzewaniem do pełni człowieczeństwa w społecznościach naturalnych. Cykl powstawania życia, urodzenia się i dojrzewania człowieka stał się podstawą racjonalnej, filozoficznej (a także teologicznej) koncepcji bytu osobowego, społecznego, jakim jest człowiek. Niestety jednak w XVII stuleciu pojawiła się nowa, sztuczna i aprioryczna koncepcja bytu ludzkiego jako doskonałej monady, posiadającej pełnię praw ludzkich i będącej celem wszystkich ludzkich działań. Wydawało się bowiem Kartezjuszowi - on właśnie był autorem i początkodawcą nowej wizji człowieka - że człowiek jako duch, na wzór aniołów jest sam w sobie bytem doskonałym, autonomicznym i autotelicznym.

Wszystko to jest- w pewnych aspektach - prawdą mającą się spełniać powoli, sukcesywnie w naturalnym społecznym środowisku. Zaproponowana wizja człowieka jako doskonałej monady, podchwycona skwapliwie przez racjonalistycznych myślicieli i polityków (Locke, Hobbes) odrzuciła społeczeństwo jako naturalną formę życia człowieka, a przyjęła byt społeczny jako utworzony i wytworzony przez monadę doskonałą jaką jest człowiek. To człowiek tworzy społeczeństwo przez "umowę", bo człowiek jest autorem ludzkich warunków działania. Wydawało się to racjonalne, choć jest tylko pozornie realne. Człowiek bowiem rodzi się, powstaje, rozwija się w społeczeństwie, którego formy podlegają przemianom dokonywanym przez człowieka. Człowiek, wedle opinii racjonalistycznej filozofii podmiotu jest twórcą społeczności, zatem może tą społecznością manipulować. Może nawet uczynić nową umowę społeczną globalną, dotyczącą wszystkich ludzi.

Pewien "globalizm", ogarnięcie całej ludzkości kultem i służbą Bogu, musiał się pojawić w Objawieniu, ukazującym pochodność człowieka od Boga, od którego człowiek "wyszedł" i do którego ma "wrócić" w pełni życia wiecznego. Taki jednak powszechny, globalistyczny aspekt życia wszystkich ludzi mógł się przerodzić w teorię, czy pomysł globalistycznej "dominacji" nad ludami głosicieli prawdy o transcendencji Boga i o nadejściu Mesjasza. Proroctwa mesjańskie - np. Izajasza (60) - można przeinterpretować w mesjańskość narodu i jego dominacji. Uniwersalistyczna prawda o Bogu i Mesjaszu jednającego ludzi z Bogiem może przybrać formę pseudo religijnej globalistycznej dominacji. Różne takie formy pseudo-mesjanizmu jawiły się w dziejach ludzkości powodując zniszczenie.

Współczesny jednak globalizm sięgnął do wyrugowania bardzo istotnych systemów relacji z życia ludzkiego. Jeśli bowiem byt relacyjny pojmie się tylko jako byt myślny a nie realny, doskonalący człowieka, to łatwo można pozbyć się takich "czysto myślnych" uwikłań relacyjnych. Można zatem nie uwzględniać realnych relacji tworzących rodzinę i naród, a sięgnąć do człowieka jako monady, która w swej wolności i dowolności może konstruować nowe systemy myślno-relacyjne bez uwzględnienia realnych relacji zastanych.

Dogodnym punktem wyjścia takiej operacji jest sięgnięcie po relacje medialne środków masowego przekazu i gospodarczo-bankowe, które wiążą koniecznościowo te podmioty, które zaciągają pożyczki i uzależniają się w swym działaniu, a nawet istnieniu od mocodawców. Uzależnienie się gospodarcze nie dotyka pozornie relacji narodowych, relacji rodzinnych, gdyż wiąże jedynie w aspekcie gospodarczym. Dlatego może być rozciągane bez trudu ponad granicami państw i kultur różnych narodów. Jednak związanie relacjami gospodarczymi może zdusić życie człowieka np. przy zastosowaniu wysokiego oprocentowania w pożyczkach, budowy szkodliwych fabryk, dowolności w gospodarowaniu kupionych własności jak np. wycinaniu lasów itd. Międzynarodowe i ponadnarodowe firmy są zdolne podporządkować sobie niemal bez reszty gospodarkę poszczególnych narodów, nie licząc się z relacjami osobowymi danego narodu i jego systemu społeczno-gospodarczego. Informacje organizowane przez środki masowego przekazu dopełniają dominację ośrodków decyzyjnych.

Jeśli naród zorganizowany w państwo ma wpływ na różne formy gospodarki, na handel i komunikację, to ponadnarodowe firmy gospodarcze, i międzynarodowe banki, środki przekazu do pewnego stopnia i pewnego czasu mogą się liczyć z wpływami państwa reprezentującego jakiś naród. Jednak dominacja systemu bankowo-gospodarczego międzynarodowego i urabianie przez "media" opinii musi być ciągle rosnące, gdyż grupy gospodarczego nacisku bogacąc rozwijają się i przez to samo usuwają przeszkody w formie suwerenności narodowej i państwowej. Musi się także dokonywać nieustanne uzgadnianie praw narodowych i państwowych z międzynarodowymi (ponadnarodowymi) prawami gwarantującymi nieskrępowany rozwój ponadnarodowych sił bankowych i gospodarczych. A to prowadzi nieuchronnie do powstania i rozrastania się międzynarodowego - ponadnarodowego organizmu już nie tylko gospodarczego, ale i politycznego. Gospodarka bowiem i pieniądz związany z gospodarką i bankami poprzez środki masowego przekazu wywiera dominujący wpływ na kształtowanie się nowego życia kulturowego tak w dziedzinie nauki, jak i moralności oraz sztuki a nawet i religii.

W takim stanie rzeczy obala się i niweczy naturalne realne relacje jakie ludzki byt osobowy wnosi ze sobą na mocy swego związania ze społecznością rodzinną, narodową i państwową. Naturalne relacje osobowe, wyrażone w formie prawa, muszą być podporządkowane apriorycznym, a przez to "dowolnym" prawom organizacji ponadnarodowej, która przyjmuje funkcje suwerena, w miejsce suwerenności narodu i państwa. A nowy, ponadnarodowy suweren, powstały sztucznie na mocy "umowy społecznej" nie liczy się z relacjami i prawami osobowymi społeczności naturalnych, jakimi są rodzina, naród, państwo. Nowy suweren usunąwszy relacje i prawa społeczeństwa naturalnego, konstruuje wedle swych celów władzy nowe zazwyczaj prawa inkompatybilne z prawami naturalnymi człowieka.

Rodzi się zatem globalizm jako system ogarniający, lub mający ogarnąć całą ludzkość, lub te jej zasadnicze warstwy decydujące o pozostałych strukturach. Formowanie się współczesnego globalizmu dokonuje się poprzez tworzenie zależności, a więc systemu relacyjnego - bankowo-gospodarczego. Ta bowiem zależność pozwala przy użyciu środków masowego przekazu pokierować i poddać sobie wszystkie, społecznie doniosłe, wątki życia ludzkiego. Globalny system bankowo-gospodarczy, posługujący się skomputeryzowanymi narzędziami, może natychmiast dokonać bankowych operacji na całym naszym globie ziemskim, we wszystkich bankach podporządkowanych sobie w różnych krajach.

Sprawy jednak gospodarcze służą celom ideologicznym, albowiem już dzisiaj istnieją odpowiednie środki pieniężne przeznaczone na kształtowanie i rozwój odpowiednich dziedzin nauki i to w zależności od globalistycznych decydentów. To samo dokonuje się na polu moralności i etyki, a nawet religii, gdzie wyznaniowy synkretyzm pojawia się w formie New Age w międzynarodowych konferencjach dotyczących religii światowych.

Tworzący się globalizm o podłożu bankowo-gospodarczym i użyciu potężnych środków medialnych sięga człowieka zinterpretowanego w duchu racjonalizmu ostatnich stuleci. Człowiek stając się przedmiotem naukowo poznawczych zabiegów zostaje ostatecznie uprzedmiotowiony i zinstrumentalizowany, albowiem stosowany system naukowego poznania kieruje się tu naukotwórczym pytaniem to know how?, czyli pytaniem "jak" rozumieć, by użyć człowieka do celów sprawowanej władzy. Współczesny globalizm o bankowo-gospodarczych środkach nacisku przez pieniądz posiada skuteczne formy działania, w przeciwieństwie do już zaistniałych i rozpadłych globalizmów, które zaistniały w oparciu o przemoc władzy i państwowy terror. Właśnie światowy komunizm miał się stać systemem globalistycznym w "stworzeniu" nowego człowieka. Okazał się jednak nieskuteczny i dlatego się rozwiązał, czy też został rozwiązany przez odpowiednich decydentów. Jednak globalistyczne cele nadal pozostały, ale w zmienionych formach działania, zwanych skrótowo "demokratycznymi". Kierują się one - jak można to rozszyfrować hasłami "pluralizmu", "tolerancji" i "wolności". Przy tym każde z tych haseł musi być odpowiednio rozumiane. A więc "pluralizm" suponuje przede wszystkim nie związanie się społeczne z prawdą, dobrem i pięknem, które - akceptowane - mogą doprowadzić do totalitaryzmu. "Tolerancja" domaga się akceptacji postaw nie odróżniających dobra od zła i akceptowaniu mniejszego zła. "Wolność" zaś "liberalistyczna" akceptuje podmiotową niezależność od bytu i dobra, albowiem to podmiot konstytuuje te wartości. Tak więc współczesny globalizm, posługujący się systemem bankowo-gospodarczym, tworzy człowieka nowego, wedle swych apriorycznych założeń; jest więc kontynuacją swoistą celów komunistycznego globalizmu.



« powrót

Copyright © 2016 ptta.pl :: Wykonanie: Tomasz Żmuda