• Powszechna Encyklopedia Filozofii
  • Lubelska Szkoła Filozoficzna
  • Katedra Metafizyki KUL
  • Encyklopedia Filozofii Polskiej
  • Strona O. Krąpca

Na skróty:


Recenzje

Na ile powszechna powinna być encyklopedia?

Pod koniec ubiegłego roku na rynku księgarskim ukazał się zapowiadany od jakiegoś czasu pierwszy tom (litery A-B) Powszechnej encyklopedii filozofii (dalej: PEF). Całość zaplanowana jest na osiem tomów, a każdy tom ma zawierać ok. 500 haseł i rozmiarami ma być zbliżony do tomu pierwszego (800 stron).

Jest to bez wątpienia największy tego typu projekt powstający w języku polskim i, choćby z uwagi na objętość samego wydawnictwa, zapewni ono sobie tym samym ważne miejsce wśród pozycji leksykograficzno-encyklopedycznych poświęconych filozofii.

Szczególną wartością tego wydawnictwa jest umieszczenie haseł dotyczących filozoficznych nurtów nieeuropejskich, przede wszystkim filozofii islamskiej, indyjskiej, chińskiej, japońskiej, a nawet wietnamskiej. Tym samym wydawcy odwołują się do chlubnej tradycji sześciotomowej Allgemeine Geschichte der Philosophie (1894-1917), która na równi traktowała filozofię europejska i indyjską. Swój profil wolny od uprzedzeń kulturowych Powszechna historia filozofii zawdzięczała niewątpliwie faktowi, że jej autorem był Paul Deussen (1845-1919), dotychczas jedyny wybitny sanskrytolog w Europie Środkowej, który jednocześnie piastowł katedrę filozofii. Momentem przełomowym w podejściu do myśli nieeuropejskiej - choć ograniczonym do wąskiej dyscypliny - była monumentalna Formale Logik Józefa M. Bocheńskiego (...), w której autor poświęca zagadnieniom logiki formalnej w Indiach obszerny rozdział. (...)

Do środowiska filozoficznego bardzo pomału dociera świadomość, że wytwory myśli kultur nieeuropejskich nie tylko stanowią dorobek cywilizacyjny całej ludzkości, ale częstokroć poziomom refleksji ściśle filozoficznej nie ustępują myśli europejskiej.

Jeszcze nie tak dawno tacu autorzy, jak F. Copleston czy G. Reale pisali historie filozofii "w ogóle", z całkowitym pominięciem filozofów nieeuropejskich czy niechrześcijańskich. Symptomatyczne jest także wskazywanie na Talesa i jończyków jako na pierwszych filozofów na świecie. Pisząc, że "filozofia rozpoczyna się wraz z Talesem" (History of Western Philosophy (...)). B. Russel nie był wyjątkiem, choć sam tytuł jego historii wskazuje na kiełkującą świadomość, że autor pisze jedynie historię filozofii  z a c h o d n i e j. Zdarzało się, że w podręcznikach czy historiach filozofii pojawiali się filozofowie żydowscy a arabscy - np. u E. Gilsona (...) czy u J. Legowicza (...) - ale przede wszystkim z racji swych powiązań w Arystotelesem, Platonem czy filozofią chrześcijańską.

Obecnie normą stało się uwzględnianie filozofii nieeuropejskich, w tym także filozofii indyjskiej czy chińskiej, w pracach historyczno-encyklopedycznych (...).

W ten nowoczesny nurt encyklopedyczny i doksograficzny wpisuje się zatem PEF.

Hasła w PEF są sporządzone w znacznej większości rzeczowo i solidnie. Pierwszą kategorię haseł stanowią hasła osobowe, zawierające oprócz biogramów filozofów - czy szerzej: myślicieli - listę ich dzieł i zarys poglądów. Wiele z nich jest o tyle cennych, że dotyczy filozofów mało znanych, przy czym szczególną uwagę poświęca się myślisielom polskim. To, że niektóre z tych nazwisk niewiele mogą mówić historykowi filozofii, wynika z faktu, że znajdujemy wśród nich przede wszystkim katolickich filozofów i humanistów. W wielu wypadkach PEF jest najobszerniejszym - a niekiedy jedynym - źródłem informacji w języku polskim nt. wielu filozofów indyjskich czy chińskich.

Nawet rzetelnie sporządzone biogramy zawierają sporadyczne błędy czy informacje niepełne. Przykładem może być hasło BUDDA (autor: Maciej St. Zięba), odnoszące się do historycznego założyciela buddyzmu.Jako daty narodzin i śmierci podaje ono odpowiednio 563 lub 566 oraz 483 lub 486. Datowanie to jest tradycyjne, a obecnie badacze przyjmują za datę śmierci Buddhy rok ok. 415-400 p.n.e., a zatem narodziny przypadają na rok ok. 495-480 p.n.e. (por. obszerne materiały z konferencji na ten temat (...)). Nie do końca trafna jest informacja, że "B[uddha] przedstawił doktrynę zwaną +prawem zależnego powstawania+ (pratityasamutpada) - wszystko powstaje w zależności od zespołu warunków, ciąg zespołów warunków podmiotowych (osobowościowych) układa się w dwunastopniowe koło" (s. 701). Zapewne sama teza o "zależnym powstawaniu" pochodzi od historycznego Buddhy, lecz ujęcie jej w dwanaście ogniw nastąpiło najprawdopodobniej dopiero po śmierci Buddhy, na co wskazuje "występowanie obok siebie wielu kanonicznych formuł zawierających ciągi przyczynowe, spośród których ostatecznie dominującą pozycję zdobyła formuła dwunastoczłonowa" (...).

Nieco dziwi zamieszczenie dwóch niezależnych haseł: BUDDA (historyczny) i BUDDHA ("osoby, które samoistnie [...] uzyskały wgląd w najwyższą prawdę (bodhi - oświecenie) i uzyskały wyzwolenie z tego świata", s. 703), choć w rzeczywistości chodzi o ten sam termin: sanskrycki termin "buddha" ("przebudzony") spolszczany bywa z pominięciem przydechu jako "Budda".

Drugą obszerną kategorię stanowią hasła przeglądowe i problemowe, dające zarys doktryn i nurtów oraz omawiające określone problemy filozoficzne i terminy. Także tutaj napotykamy cenne informacje - czasem i jedyne w języku polskim - o pojęciach czy systemach spoza europejskiego kręgu filozoficznego, np. RI (chiński imperatyw moralny w filozofii Mo Di, konfucjanizmie i neokonfucjanizmie), AJIVIKA (indyjski nurt filozoficzno-religijny ścisłych deterministów), ANVIKSIKI (wczesnoindyjski nurt racjonalistyczny) czy APOHA (w buddyjskiej filozofii języka teoria "wykluczenia dopełnienia semantycznego", zgodnie z którą słowa desygnują konkretne rzeczy jednostkowe przez negację wszystkich indywiduów nie objętych polem semantycznym tychże słów).

Mimo że wybór haseł jest nad wyraz bogaty, to nie znajdujemy w PEF sylwetek tak ważnych filozofów jak Brhaspati, ważny choć na wpół legendarny przedstawiciel indyjskiego materializmu, czy najznamienitszy uczony i filozof islamskiego średniowiecza Al-Biruni, choć są AL-GAZALI czy AL-FARABI. Jest wprawdzie ABUBACER (Abu Bakr), ale nie ma biogramu ABU BAKR AR-RAZIEGO (865-925), znanego także jako Alrazes, autora Dziejów filozofii.Ten brak można jeszcze nadrobić, gdyż można go zamieścić pod jednym z jego przydomków: Rhazes. W podobny sposób można nadrobić brak sylwetki AUROBINDO GHOSE (1892-1950). Niestety sylwetki takich myślicieli jak BRUNON BETTELHEIM, RICHARD. B. BRANDT (ur. 1910, autor tzw. metody kontrolowanej postawy (...)) czy CHARLIE DUNBAR BROAD (1887-1971), przedstawiciel fizykalizmu (...)) i ważnych filozofów żydowskich, takich jak AARON BEN ELIASZ (1300-1369) i ABRAHAM BAR CHIJA (1065-1143) mogą się jedynie znaleźć w suplemencie, o ile jest planowany. Spośród postulatów epoki hellenistycznej mamy hasło AUTARKIA (samowystarczalność), ale brak ATARAKSJI (pokoju ducha) i epikurejskiej APONII (przezwyciężenia bólu fizycznego). Skoro znajdujemy hasło A PRIORI oraz łącznie A PRIORI I A POSTERIORI, to można by się spodziewać A POSTERIORI. Skoro znajdujemy tak niefilozoficzne hasła, jak ANTYPEDAGOGIKA, ANTYKULTURA czy ANTYSZTUKA, ABORCJA, ANARCHIZM POLITYCZNY, to należałoby - jednak na próżno - oczekiwać hasła ANTYSEMITYZM.

Z drugiej strony dobrym pomysłem jest zamieszczanie także sylwetek uczonych, głównie fizyków (np. NIELS BOHR, LUDWIG BOLTZMANN, MAX BORN), których badania wywarły wpływ na współczesną świadomość i rozumienie świata. To samo dotyczy całych "niefilozoficznych" dyscyplin i pojęć, z reguły w encyklopediach filozoficznych pomijanych (np. ASTROFIZYKA, ABSOLUTYZM (7,5 kolumny!), ABSTRAKCJONIZM), które są korzystnym wzbogaceniem treści.

Niestety poziom haseł nie zawsze jest wyrównany.

Do najwartościowszych haseł z obszaru pozaeuropejskiego zaliczyłbym obszerne (aż 56 kolumn) i dobrze skonstruowane hasło BUDDYZM (autor: Maciej St. Zięba). Poziomem odbiega hasło ADVAITAVEDANTA (autor: Paweł Sajdek). Autor hasła (s. 69. k. 2, 1. 4-16) myli zagadnienie genezy systemu z głównymi przedstawicielami; stara się także nie dostrzegać roli, jaką odegrał Siankara, który dał systemwi nowy impuls i zaważył na jego dalszym rozwoju. Razi potoczny i nieprecyzyjny styl oraz sporadyczny brak logicznje więzi między zdaniami. Część: PRZEDSTAWICIELE I ROZWÓJ SZKOŁY ogranicza się do wymienienia imion filozofów adwajtawedanty i tytułów ich głównych dzieł i nie znajdujemy tam rzeczowego omówienia rozwoju samej myśli tej szkoły. Zakończenie hasła "żaden inny kierunek nie wpłynął w takim stopniu na Hindusów" (s. 72) może także budzić sprzeciw, gdyż taka teza jest nie tylko dużym uproszczeniem, ale także życzeniową projekcją niektórych dwudziestowiecznych indyjskich historyków filozofii (...).

Niektóre hasła są niepełne treściowo, np. ALGEBRA BOOLE'A (autorzy: Bożena Czernecka, Piotr Kulicki), gdzie nie tylko słowem nmie wspomniano o samym twórcy, ale nie odróżnia się oryginalnej Boole'owskiej algebry (...), od współczesnych teorii abstrakcyjnych, wywodzących się od samego G. Boole'a, a w bibliografii nie podaje się żadnych prac G. Boole'a. Co najważniejsze, hasło pomija kluczową informację, że zamiarem G. Boole'a było stworzenie logiki formalnej przy użyciu symboliki arytmetycznej, co było wynikiem obserwacji, że symbole matematyczne można traktować czysto formalnie, abstrahując od ich treści. Podobne zarzuty dotyczą w ogóle haseł nt. logiki, np. hasła ALTERNATYWA, które nie tylko nie podaje żadnego ze sposobów symbolicznego zapisu tego funktora ani jego matrycy, ale podaje opis funktora alternatywy nie posługując się jakmkolwiek zapisem formalnologicznym. Podobnie hasła ASERCJA i ASERCYJNA FUNKCJA.

W hasłach pojawia się sporadycznie błąd ignotum per ignotum, np. w haśle ANATMAN (autor: Adam Szafrański), wyjaśniającym buddyjską tezę o nieistnieniu substancjalnej duszy czy jakiegokolwiek trwałego podłoża przeżyć psychicznych. W haśle tym pojawiają się jako definiens dwa terminy dharma i skandha, które w samym haśle nigzdie nie zostają wyjaśnione, a co gorsza - ich znaczenia nie da się ustalić na podstawie samego kontekstu. Żeby zatem zrozumieć hasła ANATMAN, musimy szukać objaśnień tych dwóch terminów w następnych (jeszcze nie wydanych) tomach, ale czytelnik nieobeznany z filozofią buddyjską będzie miał trudności, o jakie znaczenie - spośród kilkunastu - słowa dharma może chodzić, gdyż w haśle ANATMAN nie ma odnośników.

Zastanawia nieadekwatne zróżnicowana objętość haseł. Przykładowo tak ważne pojęcie jak AHIMSA (autor: Eugeniusz Słuszkiewicz) zostało omówione w sposób niewspółmiernie krótki i powierzchowny w stosunku do swego znaczenia. Zarówno to hasło, jak i inne (np. ARHANT, AMIDYZM (7 linii!) i niewielu dłuższe AMIDA) są zapewne przedrukami z Encyklopedii Katolickiej; rodzi się pytanie, dlaczego nie pokuszono się o sporządzenie ich na nowo. Proporcje w obrębie samych haseł nie zawsze są wyważone, np. spośród 49 linii w haśle BODHI ("przebudzenie" Buddhy, tj. stan oświecenia) aż 30 linii poświęconych jest problemowi zgoła niefilozoficznemu: drzewu bodhi, pod którym Buddha osiągnął oświecenie. Skądinąd błędnie podano imię autora Adam Karp (poprawnie: Artur Karp). Z drugiej strony objętość takich haseł jak ABORCJA (8 kolumn!) nie jest niczym uzasadniona.

Zaskakuje umieszczenie hasła ARGUMENTUM ANSELMI (dowód ontologiczny na istnienie Boga). Na hasło to zwykły czytelnik może jedynie przypadkowo, gdyż redakcja zakłąda najwyraźniej gruntowną znajomość zagadnienia i samej terminologii.

Zdarzają się sporadycznie pomyłki w danych bibliograficznych (...). Czasem w bibliografii brak ważnych pozycji (...).

Nie ma wydawnictwa całkowicie wolnego od błędów w druku, więc i w PEF [je] znajdujemy (...). Z uznaniem należy jednak stwierdzić, że takich pomyłek w PEF jest wyjątkowo mało, a redakcja tomu jest staranna.

Moim zdaniem wadą redakcyjną jest system zapisu wyrazów obcych, głównie terminów sanskryckich: w PEF stosuje się tzw. transkrypcję naukową z polskimi końcówkami, co prowadzić może u czytelnika do wątpliwości, jak czytać dany termin w takim zapisie nieortograficznym. Zdecydowanie lepszą praktyką jest posługiwanie się w tekście spolszczonym terminem, a w nawiasie podawanie zapisu w transkrypcji naukowej (...). Taki hybrydyczny zapis stosowany jest niekonsekwentnie (np. na s. 608 mamy zapis spolszczony "Bodhgaja", co czytelnik przeczytałby zapewnie błędnie "Bodhgadża"), nawet w tym samym haśle "dwajtysta" (str. 69, k. 1) i "advaitysta" (s. 70, k. 1). Na końcu tomu we WSKAZÓWKACH DLA CZYTELNIKA znajdujemy krótką wzmiankę o systemie spolszczania, który w rezultacie odsyła czytelnika do innych książek.

Podstawową wadą PEF jest projekcja osobistych przekonań autorów na treść haseł, co poważnie podważa rzetelność całego projektu i obniża jego wiarygodność w oczach czytelnika. Doskonałym przykładem jest wspomniane obszerne hasło ABORCJA (autor: Marek Czachorowski). Dziwi już samo zamieszczenie takiego hasła w encyklopedii filozofii, a tym bardziej jego treść. Jest ono napisane w sposób mało wyważony i jednostronny. Można by się spodziewać, że w publikacji encyklopedycznje hasła będą prezentować określoną problematykę w sposób w miarę obiektywny, a proporcjonalnym zaznaczeniem różnych stanowisk. Tutaj już wstępna definicja: "d o b r o w o l n e    i    b e z p o ś r e d n i e    u ś m i e r c e n i e    c z ł o w i e k a    p r z e d    u r o d z e n i e m  [podkreślenie - P. B.]" może budzić poważne wątpliwości nie tylko ze względów ontogenetycznych i oceny, od jakiego punktu można mówić o człowieku, ale nawet z punktu widzenia niektórych filozofów chrześcijańskich, którzy posługują się przecież terminem "płód" (np. Augustyn, Piotr Lombard czy Tomasz z Akwinu). Autor ma naturalnie prawo upraszczać całe zagadnienie, by w rezultacie zabieg aborcji określić morderstwem, ale w wydawnictwie encyklopedycznym takie ideologizujące podejście, bez podania alternatywnych definicji i innych zapatrywań, nie wydaje się zasadne. Wśród wielu kontrowersyjnych i wątpliwych twierdzeń znaleźć można i takie:

Współczesna filozoficzna argumentacja dotycząca początku ludzkiego osobowego bytu odwołuje się do danych nauk przyrodniczych, które wskazują, że wraz z połączeniem się plemnika z jajem zostaje utworzona pierwsza żywa komórka, która posiada ludzki kod genetyczny, kierujący całym psychofizycznym, nieprzerwanym rozwojem człowieka. Ta tożsamość systemu działania człowieka od samego poczęcia wskazuje na jedno i to samo źródło działań, które nazywamy duszą ludzką [podkreślenie - P. B.].

Na próżno by szukać w "danych nauk przyrodniczych" potwierdzenia tezy, że dusz ludzka jest źródłem ontogenezy. Opis "początku ludzkiego osobowego bytu" jest na tyle nieprecyzyjny ("wraz z połączeniem się plemnika z jajem zostaje utworzona pierwsza żywa komórka"), że otwarta pozostaje kwestia, czy dla autora hasła "za początek ludzkiego życia uznać [można] moment wniknięcia plemnika do komórki jajowej, czy też moment połączenia się ich materiału genetycznego" (...). Jedynymi stanowiskami aprobującymi aborcję, o jakich hasło jedynie napomyka, są poglądy markiza de Sade (podawnym uzasadnieniem jest tu "obecna w jego pismach apoteoza żądzy i przemocy") oraz "witalistyczne koncepcje człowieka, np. F. Nietzsche, P. Singer, Z. Szawarski". Wśród wielu argumentów przytaczanych przeciwko aborcji (filozoficznych argumentów za aborcją w haśle zupełnie brak) nie porusza się zupełnie roli decyzji podejmowanych przez samą matkę i obce jest autorowi hasła pojęcie godności matki:

usprawiedliwienie a[borcji] oczekiwaniem osiągnięcia w ten sposób jakiś dóbr (np. uratowanie życia matki, a także uwolnienie jej od cierpień spowodowanych gwałtem czy w końcu trudnymi warunkami materialnymi) oznacza niedopuszczalne potraktowanie osoby dziecka jako wyłącznie środka do celu innej osoby. [...] Ponieważ osoby nigdy nie należy traktować jako tylko środka do celu, nie należy jej tak traktować również w przypadku zagrożenia życia matki.

Wypływa stąd wniosek, że ontyczny status osoby przysługuje płodowi, ale nie ciężarnej kobiecie. Autor hasła nie wychodzi zupełnie poza świat chrześcijański i europejski. Brak nawet wzmianki o problemie aborcji w innych religiach światowych, np. w buddyzmie, w którym zasadniczo aborcja była traltowana jako wykroczenie przeciwko pierwszemu nakazowi moralnemu, zasadzie niekrzywdzenia (ahinsa). Podana
W haśle "ABSOLUT" (autor: Zofia J. Zdybicka) wątpliwości może wzbudzać postawienie znaku równości między pojęciem "absolutu" a ideą arche. W takim rozumieniu absolutem stają się np. demokrytejskie atomy, co prowadziłoby do paradoksu pluralizmu absolutów!. Odnosi się wrażenie, że absolutem jawi się w haśle wszystko z przydawką "absolutny", od Talesowej wody i Anaksymenesa pneumy, poprzez Pitagorejskie liczby i po żywioły Empedoklesa. W podrozdziale ABSOLUT W FILOZOFIACH WSCHODU (autor: Maciej St. Zięba) brak bliższej charakterystyki pojęcia "Absolut" np. w filozofii upaniszadów i ekwiwalencji zachodzącej między pojęciem brahman (Absolut) i atman (podmiot poznawczy i etyczny, dusza): rozważania upaniszadów i wczesnej filozofii indyjskiej są kluczowe dla zrozumienia pojęcia absolutu w późniejszych nurtach filozoficznych Indii.

Wiele do życzenia pozostawia bardz obszerne (38 kolumn) hasło ATEIZM (autor: Zofia J. Zdybicka). Pomijając błędy stylkistyczne w części definicyjnej hasła, razi nieadekwatna definicja, która wykazyje podstawową wadę formalną: jest definicją zbyt obszerną. Do doktryn ateistycznych autorka zalicza bowiem także te poglądy, któe (punkt 1 definicji w haśle) nie uznaje istnienia osobowego Absolutu lub też nie uznają, że Bóg jest przyczyną całej rzeczywistości. Takie ujęcie klasyfikuje jako ateistyczne wszelkie doktryny i religie, w których mamy do czynienia z ideą Absolutu bezosobowego (np. bardzo późne szkoły buddyzmu, wedanta, teistyczne odmiany hinduizmu, które niemniej jednak uznają, że świat nie został stworzony, religie politeistyczne itp.). Ponadto jako ateizm autorka klasyfikuje (punkt 2 definicji w haśle) "doktrynę uznającą absolut pozbawiony jednego lub kilku atrybutów Boga (panteizm, panenteizm, deizm)", co w rezultacie obejmuje np. wiele ruchów mistycznych. Autorka (punkt 3 definicji) zalicza do ateizmu także agnostycyzm i sceptycyzm (dalej także deizm, s. 374), bez próby wskazania, w jakim zakresie "ateizm" może (ale przecież nie musi!) pokrywać się z "agnostycyzmem" i "sceptycyzmem". Autorka definiuje Boga w kategoriach wyłącznie chrześcijańskich, zgodnie z założeniem, że to, co nie pokrywa się z takim rozumieniem, należy zaklasyfikować jako ateizm. Takie wąskie rozumienie "boskości" i uznawanie za "deformacje idei Boga" (s. 371, 375) wszelkich ujęć niezgodnych z teologią chrześcijańską rzutuje na całe hasło i pozbawia je obiektywizmu, a zatem wartości encyklopedycznej. Sama autorka miewa problemy z tak wąską interpretacją teistycznych zjawisk religijnych i zmuszona jest czasem zaprzeczać swym wstępnym definicjom: "W kulturze g[reckiej] ateiści - w znaczeniu współczesnym, jako negujący istnienie bogów - byli raczej nieliczni..." (s. 372). W rozwinięciu hasła (FORMY A[TEIZMU], s. 385 i nn.) znajdujemy w gronie ateistów lub propagatorów "deformacji idei Boga" takich filozofów jak Spinozę, Hegla, Herdera, Fichtego, Schellinga (pisownia w haśle: "Scheling"), Whiteheada, "Kanta (i całe Oświecenie)" itd. Brak w haśle omówienia krytyki dowodów na istnienie Boga (istnienie takiej krytyki jest tylko wzmiankowane przy Kancie, s. 376). Gdy autorka pisze o religiach niechrześcijańskich (s. 372, kol. 2), można by oczekiwać wyjścia poza banalne i kontrfaktyczne uogólnienia, że w kulturach niechrześcijańskich Dalekiego Wschodu "rozumienie [...] boskości ma charakter panteistyczny". Niektóre sformułowania o charakterze wartościującym są wręcz kuriozalne, np. "imperializm pozytywistycznej koncepcji nauki" (s. 378, kol. 1), obszerny emocjonalny fragment na s. 384-385 opisujący "walkę z religią" po 1989 r., czy też stwierdzenie, że "Dzieje nowożytnego i współczesnego a[teizmu]" są "odzwierciedleniem ludzkich błędów, głównie poznawczych..." (s. 390). Zakończenie hasła jest swego rodzaju wyznaniem wiary autorki.

Podobnie jednostronne i ipso facto nierzetelne jest hasło BÓG (autor: Zofia J. Zdybicka), skądinąd - po haśle BYT (77 kolumn) - najdłuższe w całym tomie (71 kolumn). Po zapoznaniu się z treścią hasła ATEIZM tej samej autorki mniej dziwi ograniczenie pojęcie Boga do tradycji judeo-chrześcijańko-islamskiej ("[Bóg jest] uznawany za Najwyższą rzeczywistość przez trzy wielkie religie świata: chrześcijaństwo, judaizm i islam", s. 640, kol. 2). Już teraz można wyczekiwać hasła EKUMENIZM (o ile jest planowane)! Całe hasło przepojone jest Panglossowskim podejściem, np. "Obserwacja istniejącego świata przyrody (natury) - z ujawniającym się istniejącym porządkiem i rytmem zdań - budzi zdziwienie, które ostatecznie nasuwa myśl o Sprawcy natury" (s. 641-642), "Obraz świata, będący syntezą współczesnych nauk przyrodniczych, zdaje się potwierdzać tezę filozoficzną o bytowej niesamodzielności świata i jego pochodzenie od Najwyższej Inteligencji" (s. 650), a o istnieniu Boga świadczy nawet teoria ewolucji, teoria entropii (s. 650) czy "obserwcja mgławic pozagalaktycznych" (s. 651)! Okazuje się, że zdaniem autorki nie są możliwe warunki, które mogłyby sprawić uznanie nieistnienia Boga, wobec czego argumentacja autorki nie spełnia podstawowego warunku miarodajności i prawdy: aby system przekonań mógł być prawdziwy, musimy założyć jego weryfikowalność, a także możliwość falsyfikowalności (...). Autorce obce jest podejście deskrypcyjne; w zamian stara się przede wsztystkim uzasadniać swoją wiarę w Boga i przekonywać innych. Taka postawa prozelityczna nie licuje z charakterem encyklopedycznym. O dowodach na istnienie Boga autorka pisze, że "w swojej warstwie metafizycznej są nadal aktualne" (s. 645), a "odrzucenie dowodów na istnienie Boga" spowodowane jest "antymetafizycznym nastawieniem myśli współczesnej". Autorka nie wspomina ani słowem o wielopłaszczyznowej krytyce takich argumentów, ani o problemach natury empirycznje czy logicznej, z jakimi ewentualne uznanie tych argumentów by się wiązało, czy choćby o faktycznej dwustopniowości takich argumentów: nawet gdyby takie argumenty dowodziły istnienia pierwszego poruszyciela, pierwszej przyczyny czy bytu koniecznego itp., to nie oznaczałoby to jeszcze, że udowodniono, że taki byt musi być zarazem "Pełnią Prawdy, Dobra (Miłości) i Piękna, Najdoskonalszą Osobą" (s. 653), czy "najdoskonalszym [...] osobowym Absolutem, z którym człowiek może wejść w świadome relacje" (s. 640). Odnosząc się do problemu teodycei autorka traktuje zagadnienie w sposób powierzchowny: nie opisuje bliżej złożoności samego zagadnienia i słowem nie odnosi się do prób racjonalnego uzasadnienia teodycei czy do kwestii tzw. dobra drugiego (trzeciego) rzędu usprawiedliwiającego zło pierwszego (drugiego) rzędu, a za podsumowanie służy jej stwierdzenie, że zło "pozostaje dla naturalnego rozumu ludzkiego (filozofii) tajemnicą". Podstawową wadą rysu historycznego (rozdział: DZIEJE PROBLEMATYKI BOGA W FILOZOFII) jest ograniczenie się do obszaru chrześcijaństwa (głównie katolicyzmu) i zupełne zignorowanie wkładu współczesnego religioznawstwa: autorka powtarza zdezaktualizowane tezy, że pierwotnym zjawiskiem religijnym był "politeizm, wyraźnie podkreślający osobowy charakter bóstw" (s. 660). Jednostronność hasła znajduje swoje odzwierciedlenie - a może także wytłumaczenie ("jesteśmy tym, co czytamy") - w jednostronnej bibliografii (brak tu nawet dostępnej od niedawna po polsku monografii J. L. Mackiego: Cud teizmu. Argumenty za istnieniem Boga i przeciw istnieniu Boga, PWN, Warszawa 1997).

Na szczęście takich katechetycznych haseł nie napotykamy w PEF zbyt wiele. Jednocześnie pojawia się niewspółmiernie dużo pojęć związanych z teologią katolicką, co zakłóca równowagę, np. związane z Akwinatą ABULIA, AESTIMATIVA VIS, encyklika papieża Leona XIII AETERNI PATRIS (UNIGENITUS), AB ESSE AD POSSE i AKT LUDZKI (25 kolumn!). Nawet hasło AUTORYTET dotyczy przede wszystkim autorytetu chrześcijańskiego Boga i kościoła rzymskokatolickiego (skądinąd brak w bibliografii ważnej pracy J. M. Bocheńskiego: Was ist AutoritatLogika i filozofia, PWN, Warszawa 1993). W haśle BAŁWOCHWALSTWO omówienie idolatrii ograniczono do interpretacji Starego i Nowego Testamentu; brak jakiegokolwiek odniesienia choćby do islamu.

Pryzmat wiary i projekcja własnych sądów utrudnia czasem ocenę materiału historycznego, np. w skądinąd nietypowym haśle ANIOŁ W FILOZOFII natrafiamy na egzemplifikację anioła: "Arystoteles pisze o poglądzie Talesa, że świat jest pełen bogów" (s. 234, kol. 1).

PEF powstała przy pewnym udziale środowisk niefilozoficznych, o czym świadczą zamieszczone podziękoania: "Szczególne podziękowanie Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu składa O. Tadeuszowi Rydzykowi, Dyrektorowi Radia Maryja, za wszechstronną pomoc, bez której trudno byłoby sfinalizować to przedsięwzięcie". Dla prestiżu wydawnictwa filozoficznego byłoby lepiej, gdyby powstawały jednak bez udziału takich środowisk medialnych.

Z informacji zamieszczonej na skrzydełku możemy się m.in. dowiedzieć, że "PEF daje podstawy racjonalnego poglądu na świat", co jest zrozumiałe, gdyż filozofia jest m.in. poszukiwaniem racjonalnych uzasadnień. W tym samym miejscu czytamy ponadto, że "PEF dostarcza właściwego rozumienia człowieka i jego działania". Owo "właściwe rozumienie" może z kolei poważne obawy, tak jak zawsze to się dzieje w wypadku reglamentacji prawdy i wskazywania jedynej właściwej drogi. Połączenie tych dwóch postulatów PEF wskazuje na wewnętrzną sprzeczność całej koncepcji: u podstaw postawy racjonalnej leży przecież samodzielność w poszukiwaniu i uzasadnianiu. To genetyczne rozdarcie między oświeceniową postawą encyklopedysty a głosicielem prawdy wyjaśnia, jak się zdaje, pewną niespójność w doborze i treści.

Zarzut sporadycznej jednostronności i światopoglądowej nierzetelności - pomimo postulowanej otwartości poglądowej - jest na tyle poważny, że może podważać   p o w s z e c h n y   charakter encyklopedii. Czytelnik-niespecjalista natrafiwszy na kilka nieobiektywnie sporządzonych haseł utrzymanych w tonie prozelitycznym może nabrać poważnych podejrzeń co do miarodajności wszystkich pozostałych haseł. Nadmierne zaś akcentowanie aspektów teologicznych (gł. katolickich) może z kolei budzić poważne obawy, w jakim stopniu encyklopedia ta (...) jest powszechna, a w jakim tylko katolicka, przeznaczna w znacznej mierze dla księży czy katechetów. Taka generalizująca ocena byłaby dla całego projektu z pewnością niesłuszna i krzywdząca, więc należy mieć nadzieję, że pozostałe tomy będą wolne od takich błędów.


Piotr Balcerowicz (Warszawa)



« powrót

Copyright © 2016 ptta.pl :: Wykonanie: Tomasz Żmuda